Rzadko kiedy mamy do czynienia z takim pokazem międzynarodowej współpracy. Podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (uznawane ze sceptyczne wobec planów operacji) Rosja i Chiny wstrzymały się od głosu, umożliwiając innym krajom utworzenie strefy zakazu lotów nad Libią oraz rozpoczęcie akcji w celu ochrony libijskich cywilów. Wcześniej o pomoc i współpracę apelowały do państw Zachodu kraje arabskie.

Nikt nie ma wątpliwości, że wobec zbrodni dokonywanych przez najemników Kadafiego nie można pozostać obojętny,. Tym bardziej, że libijski dyktator otwarcie zapowiedział krwawą zemstę na mieszkańcach stolicy rebeliantów – Benghazi.

Niemcy i Rosjanie odmówili wzięcia udziału w operacji, ale nie pośpieszyli z wyjaśnieniami: dlaczego. Bez słów wiadomo, że państwa te mają swoje powody. Niemcy tradycyjnie są niechętne operacjom o silnie militarnym charakterze, a Rosji z wiadomych względów nie zależy na obalaniu żadnych dyktatorów (może poza Łukaszenką).

Tymczasem Donald Tusk nie tylko dziś ogłosił, że Polska w egzekwowaniu rezolucji ONZ nie zamierza brać udziału, ale też opowiedział się za "innymi rozwiązaniami" i dokładnie wyłożył powody takiej decyzji:

W sytuacji, z którą mamy do czynienia w Libii, na pewno nie ma mowy o zagrożeniu polskich interesów czy polskiego bezpieczeństwa, ani ogólnie rzecz biorąc natowskiego. Dlatego rozumiejąc zaangażowanie i emocje niektórych przywódców europejskich, my nie podzielamy tych emocji, tego punktu widzenia, który skłania niektórych do szybkich, drastycznych kroków

Krótko mówiąc: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna. Gdyby Kadafi ostrzelał dom premiera w Sopocie, to może coś by trzeba było zrobić. A skoro nie, to niech się Araby wyrzynają.

Podczas gdy światowi przywódcy działają (lub przynajmniej starają się sprawić wrażenie działania) w obronie mordowanych w Libii ludzi, Tusk mówi jasno: Polski to nie obchodzi. My będziemy stać z boku i szukać innych rozwiązań.

Ciekawe: jakich? Tusk zapewne uważa, że sprawę najlepiej rozwiązałby mecz piłkarski.