Dzisiejszej programowej konferencji Jarosława Kaczyńskiego nie oglądałem, wolałem pospacerować w miłym towarzystwie po naszym pięknym wrocławskim Rynku. Byłem jednak pewien, że po powrocie zajrzę na Salon24 i się wszystkiego o słowach Kaczyńskiego dowiem. A tu niespodzianka – mija już trochę czasu, a interesujących tekstów brak (w tej chiwili tylko krótki wpis Schumiego). Jest za to dużo wpisów poprzedzających wystąpienie szefa PiS.

Czyżby wszyscy blogerzy wybrali spacer lub obiad? Niewykluczone – przecież, mimo kiepskiej pogody, mamy ostatni wakacyjny weekend. Ludzie korzystają z ostatnich chwil urlopów lub jadą do domów, a nie zajmują się polityką. Stad zresztą pytanie do sztabowców Kaczyńskiego – skąd wam przyszedł na myśl taki akurat termin istotnej przemowy? Do jutra nikt nie będzie o niej pamiętał.

Oczywiście, „fani” Kaczyńskiego z takich mediów jak „GW” lub TVN szeroko informują o, jak to drwiąco nazywają „expose” (swoją drogą, jak to łatwo rzekomi niepokorni i niepoprawni przejmują język przeciwników i też nazywają słowa Kaczyńskiego „expose”). Na przychylność ze strony tych akurat środowisk medialnych Kaczyński jednak chyba nie liczył? Na odbiorców tych mediów zresztą też nie.

Inna sprawa, że wystarczy się zapoznać ze słowami szefa PiS, aby zobaczyć, że nie powiedział tak naprawdę nic przełomowego. Owszem, w rzeczowy i skondensowany sposób przedstawił poglądy swoje i swojej partii – ale jakie one są akurat wszyscy wiemy. I jedni je popierają, a inni się boją, ale nikogo słowa Kaczyńskiego specjalnie nie poruszają. Nie wydarzyło się nic, aby oderwać się od rodzinnego obiadu i rzucić ku klawiaturze.

Zauważył to także Rosemann, tylko on nieco moim zdaniem naiwnie założył, że to zamilkli krytycy Kaczyńskiego, bo nie mają jak z niego teraz szydzić. Otóż, niestety, oni zawsze znajdą sposób na prymitywną szyderę. Jeśli milczą to po prostu dlatego, że czekają na instrukcje lub brak im kogoś, kto narzuci odpowiedni ton. „Fakty TVN” przecież dopiero o 19.00.